Dlaczego Maria została Osteopatą. Historia prawdziwa...

Dlaczego Maria została osteopatą? Historia prawdziwa

A może bardziej: dlaczego właśnie osteopatia?

Ta historia ma swój początek dawno temu, na zboczach gorczańskich wyciągów narciarskich. Wtedy moją wielką pasją był snowboard. Dziś, kiedy patrzę na to z perspektywy, mogę powiedzieć, że pasja rodzi pasję.

A zaczęło się od upadku. Jednego z wielu w tamtym czasie. Ci z Was, którzy jeżdżą na desce, wiedzą, że upadki na kość krzyżową to chleb powszedni snowboardzisty. Ale są upadki i upadki. Ten pamiętam do dziś i pewnie będę pamiętać zawsze. To był jeden z tych momentów, którym towarzyszy bezdech i szybka myśl: czy wszystkie kości są na pewno na swoim miejscu?

Upadek, który został ze mną na długo

Po tym upadku mój odcinek lędźwiowy kręgosłupa niestety trochę zmienił swoje funkcjonowanie. Objawem była rwa kulszowa. I tak rwa stała się moją towarzyszką na kilka dobrych lat. Mimo fizjoterapii i ćwiczeń wracała jak bumerang przy większych przeciążeniach. A praca fizjoterapeuty, jak pewnie możecie się domyślić, nie należy do najlżejszych. Dźwiganie, pochylanie się, praca przy pacjencie, wiele godzin w gabinecie. W tej sytuacji moje dolegliwości nie rzucały najlepszego światła na przyszłość w tym zawodzie. Z jednej strony chciałam pomagać innym. Z drugiej sama wiedziałam, jak bardzo ból potrafi wyłączyć człowieka z życia.

snowbord.jpg

Zimna jesień, Poznań i mała iskra ciekawości

Na szczęście pewnej zimnej jesieni wybrałam się na kurs doszkalający do Poznania. Jechałam tam z ciężkim sercem, bo mój mąż w tym samym czasie żeglował po ciepłej Chorwacji. Nauka, jak widać, od zawsze wymagała ode mnie poświęceń. Ale o tym może innym razem. I właśnie tam, siedząc na zajęciach, poznałam jednego z organizatorów szkolenia. Był osteopatą. Opowiedział nam, czym jest osteopatia, jak patrzy na człowieka i kiedy można ją zastosować. I wtedy coś we mnie zaskoczyło. Zapaliła się mała, zupełnie nieznana iskierka ciekawości. Nie była to jeszcze wielka decyzja. Raczej poczucie, że jest tu coś, co chcę lepiej zrozumieć.

Dwie wizyty, które zmieniły moje myślenie

Po powrocie do domu umówiłam się na wizytę do poleconego osteopaty. I tutaj zaczęła się część, która mocno wpłynęła na moje dalsze wybory. Po dwóch wizytach pożegnałam moją długoletnią towarzyszkę. Rwę kulszową.

Nie będę udawać, że było bajkowo od pierwszej minuty. Po zabiegach czułam się paskudnie. Dlatego dziś zawsze ostrzegam pacjentów, że po terapii ciało może reagować różnie. Może pojawić się zmęczenie, większa potrzeba odpoczynku, czasem chwilowe nasilenie odczuć. Ale w ciągu dwóch tygodni poczułam coś, czego bardzo mi brakowało. Odzyskałam swobodę swojego ciała. To było piękne uczucie. I właśnie ono pchnęło mnie w kierunku studiów na Akademii Osteopatii.

Tak zaczęła się moja osteopatyczna przygoda.

I myślę, że ona będzie trwała jeszcze długo. A może tak naprawdę nigdy się nie skończy. Osteopatia jest taką drogą, na której im więcej się uczysz, tym bardziej widzisz, ile jeszcze jest do odkrycia. Każdy pacjent wnosi coś nowego. Każda historia uczy pokory. Każde ciało pokazuje, że nie da się pracować według jednego schematu.

Jedna osoba przychodzi z bólem kręgosłupa, ale za nim kryje się stary uraz. Inna z bólem głowy, ale w tle pojawia się napięcie w szczęce, oddechu i klatce piersiowej. Ktoś ma bliznę po operacji, ktoś żyje od lat w stresie, ktoś nigdy nie połączył swoich objawów z dawnym upadkiem. A ciało pamięta.

Dlaczego tak dużo pytam na wizycie?

Wiem, że czasem męczę Was wywiadem i licznymi pytaniami.

  • Pytam o urazy.
  • O operacje.
  • O blizny.
  • O porody.
  • O pracę.
  • O sen.
  • O stres.
  • O aktywność.
  • O dawne kontuzje, które czasem wydają się już zupełnie nieistotne.

Ale robię to dlatego, że sama wiem, jak jeden upadek może wpłynąć na wiele lat funkcjonowania ciała.

Wiem też, że miejsce bólu nie zawsze jest miejscem przyczyny. Osteopatia nauczyła mnie patrzeć na pacjenta całościowo. Nie tylko na kręgosłup, bark, biodro czy kolano. Na człowieka, który ma swoją historię, swoje napięcia, swoje przeciążenia i swoje sposoby radzenia sobie z bólem.

Ból potrafi zmienić perspektywę

Dziś wiem, o jakim bólu mówią moi pacjenci. Wiem, jak bardzo potrafi on wyłączyć z życia. Jak potrafi zabrać swobodę, pewność ruchu, sen, humor i poczucie bezpieczeństwa. Może właśnie dlatego tak bardzo zależy mi na tym, żeby słuchać uważnie.

  • Nie oceniać.
  • Nie mówić: „to nic takiego”.
  • Nie zakładać z góry, że skoro badania nie pokazują wielkiej tragedii, to pacjent przesadza.

Czasem ciało długo kompensuje. Długo daje radę. Długo próbuje się przystosować. A potem przychodzi moment, w którym coś pęka. I wtedy zaczyna się szukanie drogi powrotnej.

Jak to mówią, nie ma tego złego.

Gdybym wtedy nie upadła, być może moja droga zawodowa potoczyłaby się inaczej. Może nie zaczęłabym szukać tak szeroko. Może nie poczułabym na własnej skórze, jak ważne jest spojrzenie na ciało jako całość. Może nie trafiłabym na osteopatię. Nie wiem. Wiem za to, że to, co w danym momencie wydaje nam się nie do przejścia, czasem pokazuje zupełnie nową drogę. Nie zawsze łatwą. Nie zawsze prostą. Ale ważną.

Kiedy warto szukać swojej drogi do zdrowia?

Jeżeli zmagasz się z bólem, który wraca, nie daje Ci normalnie funkcjonować albo masz poczucie, że ciało od dawna próbuje Ci coś powiedzieć, warto poszukać wsparcia. Nie zawsze odpowiedź znajduje się tam, gdzie boli. Czasem trzeba spojrzeć szerzej, na historię urazów, napięcia, blizny, sposób pracy, oddech i codzienne nawyki. Pod wpisem znajdziesz specjalistów Be Active, którzy pracują osteopatycznie i pomagają pacjentom z podobnymi dolegliwościami. Możesz sprawdzić ich profile i umówić wizytę również online.

Kto wie? Może właśnie ten kierunek okaże się właściwy.

Dziś, kiedy wracam do tego tekstu po wielu latach od jego napisania, wiem jedno: to był właściwy kierunek. Osteopatia stała się dla mnie nie tylko kolejnym etapem zawodowym, ale sposobem patrzenia na człowieka. Na ciało, historię, napięcia, emocje, urazy i wszystko to, co składa się na pacjenta, który siada przede mną w gabinecie.

Przez te lata spotkałam setki historii, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że ciało rzadko opowiada prostą, jednowątkową opowieść. Czasem trzeba słuchać długo, pytać uważnie i patrzeć szerzej, niż tylko na miejsce bólu.

I właśnie za to najbardziej cenię osteopatię.

  • Za pokorę.
  • Za ciekawość.
  • Za ciągłą naukę.
  • Za to, że przypomina mi każdego dnia, że człowiek nie jest zbiorem części, tylko całością.

Dlatego z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć, że ten snowboardowy upadek, choć wtedy bolesny i zupełnie nieproszony, naprawdę pokazał mi nową drogę.

I dobrze, że wtedy poszłam właśnie nią.