
Daj sobie przestrzeń, a wszystko będzie dobrze
Kochani,
Wczoraj jedna z moich pacjentek zapytała mnie, jak radzę sobie ze stresem w obecnej sytuacji (pandemia). Przecież czasem naprawdę można mieć wrażenie, że cały nasz świat się zatrzymał. Plany biorą w łeb, codzienność zmienia się z dnia na dzień i trzeba odnaleźć się na nowo.
Jak sobie radzę?
Ba! Czy sobie radzę? Dobre pytanie. Długo zastanawiałam się nad mądrym wpisem o skutkach stresu i o tym, jak się go pozbyć. Doszłam jednak do wniosku, że całkowite pozbycie się stresu chyba nie zawsze jest możliwe. Utwierdza mnie w tym codzienna obserwacja ludzi. Jak wiecie, obserwacja to jedna ze składowych pracy osteopaty. Siedzę czasem w naszym mikro ogródku i widzę, jak bardzo jesteśmy napięci.
Oddychamy na ćwierć gwizdka. Barki mamy pod uszami. Miednica, zamiast swobodnie pracować w trakcie chodu, ciężko się przetacza. Ciało wygląda tak, jakby cały czas było w gotowości. Nie jestem pewna, czy to skutek siedzenia, przebodźcowania, nadmiaru obowiązków, czy ogólnej filozofii lęku, która coraz częściej wisi nad nami jak chmura. Wiem jednak jedno: to nie wróży dobrze ani dla naszego zdrowia fizycznego, ani psychicznego.
A przecież tych dwóch elementów nie jesteśmy w stanie od siebie oddzielić. Ciało i głowa działają razem
Ciało reaguje na to, co dzieje się w głowie. Głowa reaguje na to, jak czuje się ciało.
Jeżeli długo żyjemy w napięciu, organizm zaczyna to pokazywać. Pojawia się płytki oddech, zaciskanie szczęki, napięty kark, ból pleców, problemy ze snem, zmęczenie, drażliwość albo poczucie, że trudno wrzucić luz. Długotrwały stres wpływa także na układ odpornościowy, regenerację i ogólną kondycję organizmu.
Dlatego warto zadbać o taki przysłowiowy wdech dla ciała i ducha. Nie zawsze musimy od razu robić wielką rewolucję. Czasem wystarczy zacząć od małych rzeczy.
Wyjdź na zewnątrz
Możemy spacerować, chłonąć zieleń, wystawić twarz do słońca, przytulić się do drzewa, jeśli ktoś lubi, albo po prostu przejść się bez telefonu w ręce. Dla mnie kontakt z naturą to ogromna porcja energii. I wiecie co?
Czasem okazuje się, że najpiękniejsze miejsca są dużo bliżej, niż myślimy. My odkryliśmy kilka cudownych zakątków oddalonych zaledwie dwa kilometry od domu. To ważne, żeby mieć takie miejsca. Takie, które w krótkim czasie potrafią naładować nasze baterie. Nie zawsze trzeba planować wielki wyjazd, żeby poczuć ulgę. Czasem wystarczy kawałek lasu, park, łąka, spokojna ulica albo ławka w słońcu.
Ruch, który lubi układ nerwowy
Tutaj będę nudna i jak zawsze spróbuję zachęcić Was do aktywnego trybu życia. Dobrze, żeby aktywność była regularna i umiarkowana. Taką właśnie lubi nasz układ nerwowy. Nie chodzi o to, żeby rzucić się na intensywne treningi i dokładać sobie kolejną presję. Chodzi o ruch, który daje ciału sygnał: jesteś bezpieczne, możesz oddychać, możesz wrócić do siebie. Spacer. Joga. Pilates. Rower. Ćwiczenia oddechowe. Delikatny trening. Rozciąganie. Taniec w kuchni, jeśli akurat tego potrzebujesz.
Ja pochwalę się Wam swoim małym sukcesem. Udaje mi się zwlec moje ciało i ducha na matę kilka razy w tygodniu. Moją tarczą w walce ze stresem jest joga i nauka medytacji. Tę drugą sztukę będę jeszcze długo opanowywać, ale cieszę się, że w końcu dałam sobie na nią przestrzeń. To, co ląduje na talerzu, też ma znaczenie
Dbając o siebie, nie możemy pominąć naszego paliwa, czyli wszystkiego tego, co ląduje na naszym talerzu.

Czas sprzyja złym nawykom?
A może właśnie teraz masz możliwość, żeby trochę je zmienić? Wiele zależy od tego, jak do tego podejdziesz.
Jeżeli nic nie zmienisz, nic się nie zmieni.
My jakiś czas temu przeorganizowaliśmy sposób odżywiania. Jemy mniej mięsa, więcej warzyw, pełnoziarniste pieczywo i dużo kasz. Oczywiście kochamy też czekoladę. Ale kiedy znajdziemy balans, to i czekolada nie jest straszna. Pijcie wodę. Jedzcie możliwie prosto. Wybierajcie mniej przetworzone produkty. Szukajcie jedzenia, po którym ciało czuje się dobrze, a nie tylko takiego, które na chwilę poprawia nastrój.
Poważnie uważam, że sposób odżywiania ma ogromny wpływ na nasze życie. Na jego jakość, energię, samopoczucie, regenerację i codzienne funkcjonowanie. Nie chodzi o idealną dietę. Chodzi o troskę o siebie.
Mój przepis? Balans
Co więc jest moim przepisem na niepopadanie w paranoję i skrajności?
Balans. W każdym aspekcie. Niełatwy. Wymagający pracy, przyznania się do błędów i nauki akceptowania własnych słabości. Bo jesteśmy tylko ludźmi, którym przyszło ogarnąć niełatwy temat. Nie musimy robić wszystkiego perfekcyjnie. Nie musimy zawsze mieć planu. Nie musimy codziennie być silni, uśmiechnięci i zorganizowani.
Możemy mieć gorszy dzień. Możemy potrzebować odpoczynku. Możemy poprosić o pomoc. Możemy zacząć od jednego spaceru, jednej szklanki wody, jednego głębszego oddechu i jednej chwili bez oceniania siebie.
Daj sobie przestrzeń. Na ruch. Na odpoczynek. Na oddech. Na zdrowe jedzenie, ale też na kawałek czekolady. Na emocje. Na gorszy dzień. Na to, żeby nie mieć wszystkiego pod kontrolą. Jeżeli czujesz, że stres, napięcie albo przeciążenie zaczynają wpływać na Twoje ciało, sen, oddech, kręgosłup czy codzienne funkcjonowanie, warto poszukać wsparcia. Pod wpisem znajdziesz specjalistów Be Active, którzy pracują z podobnymi dolegliwościami i napięciami w ciele. Możesz sprawdzić ich profile i umówić wizytę również online.
Damy radę, kochani.
Bo kto, jak nie my?



