
Ostatnio jedna z pacjentek zapytała mnie, czy dzieci Matki Osteopatki chorują.
Tak. Owszem.
Mamy katary, gile i całą ferajnę innych wiruso przyjaciół. To jeden z etapów w życiu dziecka, który większość z nas musi po prostu przejść. Szczególnie wtedy, gdy w domu mieszkają przedszkolaki, a przedszkole, jak wiadomo, potrafi być prawdziwym centrum wymiany wszystkiego. Infekcje dzieci są normalnym elementem budowania odporności. Oczywiście jako mama i osteopatka staram się wspierać organizm moich chłopaków tak, jak potrafię najlepiej. Nie oznacza to jednak, że dzieci osteopatki nigdy nie chorują. Chorują. Tylko staramy się mądrze wspierać ich ciało w powrocie do formy.
Chorujemy raczej krótko
Fakt jest taki, że chorujemy stosunkowo krótko i w granicach normy. Czymkolwiek jest norma dla dwóch przedszkolaków w domu. Kiedy pojawia się infekcja, oprócz standardowej opieki, obserwacji i zaleceń lekarskich, korzystamy też z pracy osteopatycznej. Mam tu na myśli bardzo delikatne techniki wspierające ciało, między innymi pracę z klatką piersiową, przeponą, napięciem tkanek, zatokami czy drenażem. Taka praca może wspierać ruchomość klatki piersiowej, pracę oddechu, przepływ limfy i ogólne rozluźnienie ciała. Przy katarze, kaszlu czy zalegającej wydzielinie często zależy nam właśnie na tym, żeby organizm miał lepsze warunki do oczyszczania się i regeneracji. Pozytywny wpływ pracy z przeponą, klatką piersiową czy okolicą zatok może ułatwiać odkrztuszanie wydzieliny i poprawiać komfort oddychania. U nas sprawdza się to jako wsparcie, a nie zastępstwo dla konsultacji lekarskiej, gdy jest potrzebna. Co za tym idzie, zwykle używamy mniej środków doraźnych, a chłopaki dość dobrze wracają do formy. Nie znamy zapalenia ucha, oby tak zostało. Migdały, mimo infekcji, też dają radę. Owszem, antybiotyk również nam się przytrafił. I ja osobiście uważam, że czasem nie ma co ryzykować. Jeśli lekarz widzi wskazania, trzeba działać odpowiedzialnie.
Jak wspieramy odporność na co dzień?
Na co dzień staramy się dbać o kilka prostych rzeczy. Nie zawsze idealnie, bo jesteśmy normalną rodziną, a nie katalogiem zdrowego stylu życia. Ale staramy się trzymać kierunek. Dbamy o ruch na świeżym powietrzu, niezależnie od pogody. Dzisiaj naprawdę można ubrać dziecko na każdą ewentualność. U nas najczęściej okazuje się, że to mamusia jest największym zmarzlakiem. Pilnujemy diety. Staramy się jeść sezonowo, gotować w domu, dodawać warzywa i owoce, wyciskać soki, cieszyć się jedzeniem i słuchać potrzeb organizmu.
Suplementujemy witaminę D, a w okresach większego zapotrzebowania także inne składniki, oczywiście rozsądnie i najlepiej po konsultacji ze specjalistą.
Wprowadziliśmy też elementy ziołolecznictwa do codziennej diety. Nie jako magiczne rozwiązanie na wszystko, ale jako dodatkowe wsparcie. W mieszkaniu mamy oczyszczacz powietrza. Uważam, że to, czym oddychamy, jest tak samo ważne jak to, co ląduje na naszych talerzach. Niestety powietrze w Krakowie często pozostawia wiele do życzenia. Kilka razy w roku staramy się też „wywietrzyć” i uciec nad Bałtyk albo w góry. Ciało dzieci bardzo lubi ruch, świeże powietrze, zmianę otoczenia i możliwość zwykłego bycia na dworze.

U każdego dziecka wygląda to inaczej
Wiadomo, że każdy organizm jest inny. Jedno dziecko będzie chorowało często i długo, inne przejdzie infekcję przez trzy dni z katarem i dobrym humorem. Jedno będzie miało tendencję do kaszlu, inne do problemów z zatokami, jeszcze inne do infekcji uszu. Myślę jednak, że organizm, który ma dobre warunki, łatwiej wychodzi z opresji. Nie chodzi o to, żeby kontrolować wszystko. Przy dzieciach to i tak niemożliwe. Chodzi raczej o to, żeby wspierać odporność na co dzień, zamiast przypominać sobie o niej dopiero wtedy, kiedy pojawia się gorączka, katar i nocne pobudki. Dbajmy więc o siebie i swoich bliskich.
Co może pomóc rodzicom lepiej zrozumieć infekcje?
Wszystkim zatroskanym rodzicom polecam książkę Pana Tabletki „Odporność”. Pozwala zrozumieć wiele procesów, które zachodzą w organizmie młodego człowieka, kiedy buduje swoją odporność. Przyznam, że dzięki niej również odetchnęłam z ulgą. Bo choroba dziecka to dla rodziców spore obciążenie. Psychiczne i fizyczne. Martwimy się, nie śpimy, nosimy, mierzymy temperaturę, sprawdzamy oddech, zastanawiamy się, czy to już moment na lekarza, czy jeszcze można obserwować. I to jest normalne. Na moim blogu znajdziecie także wpis o tym, jak poradzić sobie po infekcji. Bo powrót do formy po chorobie też jest ważny. Nie tylko dla dziecka, ale dla całej rodziny.
Kiedy warto skonsultować dziecko?
Jeżeli infekcje często wracają, dziecko długo kaszle, ma problemy z oddychaniem przez nos, stale otwartą buzię, nawracające napięcia w obrębie klatki piersiowej albo widzisz, że po chorobie trudno mu wrócić do pełnej energii, warto porozmawiać ze specjalistą. W Be Active pracujemy z dziećmi w Krakowie, przy ul. Zachodniej 27 i Wielickiej 76. Osteopatia dziecięca może być jednym z elementów wsparcia organizmu, szczególnie po infekcjach, przy napięciach, trudnościach z oddechem albo przeciążeniach po dłuższym chorowaniu. Jeżeli czujesz, że ten temat dotyczy Twojego dziecka, możesz delikatnie skonsultować swoje wątpliwości. Czasem wystarczy jedna rozmowa i badanie, żeby lepiej zrozumieć, czego potrzebuje mały organizm.
Zdrowia dla Was i Waszych małych wiruso łapaczy.



