Mój poród - moja trauma!

"Traktuje poród który przeszłam jako największą traumę w moim
życiu!
Czy świadczy to o tym że jestem zła mamą?"

Takie pytanie zadała mi ostatnio pacjentka.
I stąd wziął się pomysł na poniższy tekst.
Mój poród moja trauma!

Ciężko się do tego przyznać prawda?
I tu was zaskoczę. Co 2/3 pacjentka w moim gabinecie uważa poród który przeszła za uraz, traumę.
I nic w tym dziwnego!
Ból, lęk, szpital w którym sporo kobiet musi po raz pierwszy w życiu zostać na dłużej.
Strach o maleństwo i o to jak teraz będzie?
To wszystko nie sprzyja sielance rodem z Hollywood.
Poród to ogromny stres dla Ciebie i dziecka. Nie bez powodu nadnercza (odpowiedzialne za wytwarzanie hormonów stresu) u noworodka są powiększone wielokrotnie.

Czy można zatem przygotować się do porodu? I tu odpowiedź będzie tak i nie :)

Myślę, że kondycyjnie/fizycznie każda przyszła mama powinna popracować nad sobą. I nie chodzi tu tylko o wygląd.

Osobiście kilkokrotnie podczas porodu Stasia wspominałam i dziękowałam w myślach Arkowi Guzikowi (pozdrawiam jak czytasz) za treningi z przed ciąży.
Dlaczego?
Po całej nocy na patologii ciąży z cewnikiem mającym na celu wywołanie rozwarcia (udało się 4cm), kolejnych godzinach na oksytocynie (8.00-17.00), przerwaniu pęcherza płodowego, położna oznajmiła że możemy urodzić tylko jak dam radę wstać i przeć na stojąco!
Staś zahaczył głową o kość łonową. Przez kolejne 4 godziny przy drabince robiłam przysiady! Gdyby nie kondycja i aktywna ciąża obawiam się, że nie dałabym rady zejść z łóżka.
Jest więc kilka aspektów nad którymi warto się pochylić.
Warto oprócz ogólnej kondycji (oczywiście, o ile nie ma przeciwwskazań) popracować nad dnem miednicy. Dlaczego? Aby potem łatwiej dojść do siebie. Czy to po porodzie siłami natury czy cesarskim cięciu. Dzięki temu zwiększa się szansa uniknięcia takich przygód jak nietrzymanie moczu, problemy z nietrzymaniem gazów czy problemy z aktywnością seksualną po porodzie.
Uważam też, że warto zajrzeć do szkoły rodzenia (o tym pisałam Tutaj). Aby chociaż w teorii wiedzieć co nas czeka. Myślę ze dobrze prowadzone zajęcia owocują na sali porodowej.

Oczywiście można przeczytać stos książek i setki stron w googlach.

Ale (zawsze jest to "ale") pamiętajmy o tym, że poród to sprawa indywidualna i każda z nas przejdzie go inaczej.
Daruj sobie więc czytanie forów i słuchania strasznych opowieści. Zbyt sielankowym opowieścią też nie wierz do końca ;)

Urodzić i tak musisz! To droga w jedną stronę!

I tu drodzy czytelnicy parę słów o tym, że do porodu nie da się w pełni przygotować. A raczej o tym, że życie jest przewrotne i czasem lepiej się temu poddać niż żyć w frustracji.

Zapytałam kiedyś jedną z moich pacjentek, wieloletnią położną, o to ile z planów porodów które dostają od przyszlych mam sie spełnia.
Niestety zabiła mnie okrutną odpowiedzia że chyba żaden ! Może raz na czas.....
I ja właśnie o tym drogie mamy. Aby do traumy fizycznej nie dokładać psychicznej.
Często nakręcamy sie do granic możliwości, że musimy urodzić naturalnie, że musi być z nami mąż, że z naszych piersi od razu popłynie rzeka mleka, a same po dobie wrócimy do figury z przed ciąży. Nasze krocze nie zostanie naciete, a dzidziuś będzie ochoczo uśmiechał się do nas jak 9 miesięczne dziecko z reklamy pieluch.
Tego Wam życzę! Wierzę, że niektórym się uda.
Ale nie mogę patrzeć na mamy, które czują się gorsze bo po 18h porodu zadecydowano o cesarskim cieciu. Może mogłam jeszcze poczekać/postarać się bardziej/ stanąć na głowie...
...a może tak miało byc?
Może dzięki temu Ty i dzidziuś jesteście całe i zdrowe?
Słyszę "Pani Marysiu porażka! Musiałam dokarmiać dziecko przez te operację kregoslupa".
Oczywiście pokarm matki jest najlepszy, ale z jakiegoś powodu istnieje mleko modyfikowane. I dzięki Bogu dzieciaka można wykarmić inaczej.
Często Panie po naturalnym porodzie żałują że nie poszły na cesarke. Tyle bólu, a po co?
Zapytaj koleżanki po cesarskim cięciu (tylko te szczere) czy obyło sie bez bólu, zrostów, nieudanych znieczuleń? Czy po latach nie czują skutków zabiegu?

Niestety, ale przyjście na świat nowego życia wiąże się z kobiecym bólem. Tak skonstruowała to matka natura.
Dajmy sobie szansę to przeżyć bez zbędnego narzekania, że mogło być tak albo inaczej. Dopuśćmy do głosu zdrowy rozsądek który czesto mija się z tym co napisane na kartce papieru.
Życie nie jest idealne, a świat sie nie zawali.
Pamięta,j że przede wszystkim musicie opuścić sale porodową zdrowi. Postaraj się myśleć w tę stronę. Nie daj się zwariować modzie na eko poród i płaski brzuch. Nie daj sie też kiedy wiesz że dasz radę i tego chcesz, a personel próbuje akcję zakończyć bo w kolejce czeka kolejna Pani. Mów o potrzebach, poznaj swoje prawa. Tylko słuchaj siebie i nie daj się zwariować!
Przemyśl, przedyskutuj pewne kwestie z mężem lub siostrą. Może poród w domu będzie najlepszy? A może jednak poczucie bezpieczeństwa, że szpital to jednak miejsce z zapleczem ludzi i sprzętu bardziej Cię przekonuje?
Urodzisz. I mimo traumy która gdzieś głęboko tli się w każdej z nas będzie to najpiękniejszy dzień w Twoim życiu.
Bo bycie mamą to najpiękniejsza historia