Ciąża i poród z perspektywy matki osteopatki.

Logo Przemyle kilka Matki Osteopatkijpg

Jak to mówią "czym mniej wiesz tym lepiej śpisz... "
Może coś w tym jest.

Przyznam się, że drugiego porodu bałam się bardziej. Może dlatego, że pierwszy nie należał do najlżejszych? Ostatecznie okazało się, że strach ma wielkie oczy, a Prezes Józef był dla Mamy łaskawy.

Może to zboczenie zawodowe, ale obserwacja procesów zachodzących w ciele kobiety przez te 9 miesięcy, a następnie powrót do stanu z przed ciąży, był dla mnie na tyle fascynujący, że zaczynałam pisać ten post z dziesięć razy !!!

Muszę przyznać, że czasem wydawało mi się, że wokół ciąży krąży wiele mitów. Ciężarne przesadzają, a poród musi być totalną fizjologią.

Zwracam honor !!!

Teraz już wiem, że ciążę ciężko porównać do innego stanu. To, jaką pracę musi wykonać nasze ciało jest niewyobrażalne. Zrozumiałam kobiety, które zaprzestały na jednym maleństwie lub nigdy więcej nie chciały rodzić naturalnie.

Po pierwszym wywoływanym dwunasto godzinnym porodzie, zdecydowałam się na kolejny poród naturalny, głównie z racji swojej wiedzy.

Nie ukrywam, że moim zdaniem - skalpel i sale operacyjne należy omijać, dopóki to możliwe i nie zagraża naszemu życiu i życiu naszego maleństwa.

Poród boli.

Obraz moe zawiera 1 osoba

Wiele kobiet paraliżuje strach przed bólem. Ja podeszłam do tematu zadaniowo!
Przecież to droga w jedną stronę. Dzielnie (przynajmniej tak mi się wydawało) wykonywałam polecenia położnej i skupiłam całą swoją uwagę na gadaniu do brzucha "Damy radę!".

Przy porodzie drugiego z moich chłopaków, miałam ze sobą położną i była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Myślę, że pierwszy poród też byłby o wiele lżejszy gdybym od razu trafiła na doświadczoną położną.

Na własnej skórze przekonałam się, jak wiele zależy od budowy anatomicznej rodzącej, ułożenia malucha, sił i motywacji. Z moją sporą miednicą, teoretycznie powinnam urodzić bez problemu.

I owszem, kiedy położna powiedziała mi jaką pozycję przyjąć, skurcze mniej bolały i poród książkowo szedł do przodu.

Szkoda tylko, że przy pierwszym dziecku trafiłam na konkretną położna po 9 godzinach bezowocnej walki. Dlatego też przy Józku nie odważyłam się ryzykować.

Kolejna sprawa, to poczucie bezpieczeństwa. Nie ma nic cenniejszego, niż poczucie bezpieczeństwa przy porodzie! Przynajmniej dla mnie!

Co prawda, kiedy mój mąż po raz 20 w ciągu minuty pytał czy chcę wodę - myślałam, że go w tej wodzie utopię –  ale cieszyłam się w duchu, że jest. ;)
Kiedy urodziłam, poczułam ogromną ulgę, ale i strach - ogromny strach!

Niestety moje dzieci, pierwsze doby swojego życia z zewnętrznej strony brzucha spędziły w inkubatorze. Fatalne uczucie.

Zawsze marzyłam, że będą mgła te dwie godziny spędzić na przytulaniu maleństwa (w końcu tyle się słyszy o tym jakie to ważne). Na szczęście nic poważnego im nie dolegało, ale maluch w tym plastikowym pudle zawsze w matczynym sercu budzi falę emocji i to nie koniecznie pozytywnych.

I wiecie co? Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek przeżyła tyle emocji, , radości, nerwów i strachu w tak krótkim czasie. Dzieci doświadczają nas od samego początku. Pozwalają zrozumieć swoje ciało, poczuć bezwarunkową miłość i ogromny strach, którego nie da się opisać.

Zmieniają nasze życie o 180 stopni! Zmieniają nasz związek z partnerem i samym sobą. Uczą od nowa miłości, pokory, dystansu i wytrwałości. Dlatego każdej mamie, którą spotykam, czy w życiu prywatnym czy w gabinecie gratuluję!
To, ile kobieta potrafi znieść, jest niesamowite. Dlatego drogie mamy - te obecne i przyszłe.

Dbajmy o siebie !!!

Zasłużyłyśmy na to!

Pamiętajmy o wizycie u ginekologa, endokrynologa, osteopaty czy fizjoterapeuty.

Po raz kolejny powtórzę, że szczęśliwa i zdrowa mama to szczęśliwe dziecko!

POWRÓT DO BLOGA - KLIKNIJ